Ryba i uczeń głosu nie mają? Od września zmiany w nauczycielskich dyscyplinarkach

Od 1 września 2019 r. dyrektor musi zawiadamiać o czynie nauczyciela naruszającym prawo i dobra dziecka. Autorzy tego przepisu liczą, że zaostrzone prawo ukróci proceder zamiatania poważnych spraw pod dywan. Zmiany oceniane są różnie – część nauczycieli uważa, że to zbyt restrykcyjne przepisy. Według psychologów – potrzeba dalej idących rozwiązań.

Nauczyciel nękający uczennicę erotycznymi wiadomościami, nauczycielka wyzywająca ucznia „od debili”, ośmieszanie siedmiolatka na forum klasy – takie sytuacje nadal zdarzają się w polskich szkołach. I dyrektorzy nie zawsze sobie z nimi radzą – część ekspertów obarcza za to winą pełne luk przepisy o postępowaniach dyscyplinarnych. Nauczyciele często nie otrzymują wystarczającego wsparcia od szkoły, a o pomocy psychologicznej mogą zwykle tylko pomarzyć. Również studia pedagogiczne skupiają się głównie na metodyce, zbyt mało czasu poświęcając natomiast na rozwój kompetencji miękkich, niezbędnych przy pracy z dziećmi.

Szkolna przemoc wciąż tematem tabu
Statystyki dotyczące postępowań dyscyplinarnych są trudne do zdobycia, skala problemu jest jednak duża, co pokazują wystąpienia rzecznika praw dziecka. W listopadzie 2018 r. zwracał on uwagę, że kary dyscyplinarne wymierzane nauczycielom są zbyt łagodne. Według danych RPD w 95 przypadkach na 293 postępowania wyjaśniające, rzecznicy dyscyplinarni wnioskowali o wymierzenie nauczycielowi kary nagany z ostrzeżeniem. Wśród tych przypadków – jak wyłuszczał rzecznik – były także przewinienia dotyczące stosowania agresji słownej, naruszania nietykalności cielesnej czy zachowań o charakterze seksualnym.

O problemie wprost mówią także organizacje na co dzień zajmujące się prawami dzieci. Podkreślają, że uczniowie i rodzice w walce z ciemną stroną szkoły są praktycznie bezsilni.

 – O przemocy w szkole mówi się dużo, ale w kontekście przemocy rówieśniczej. Temat przemocy wobec ucznia to temat tabu, rozwiązaniem nadal pozostaje przeniesienie gnębionego dziecka – mówi Prawo.pl jedna z adwokatek.

Przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka Mirosława Kątna przyznaje, że takie sygnały wpływają także do jej organizacji. Zgłaszają się – jak mówi – najczęściej rodzice, a dotyczą one dzieci: w szkole i w przedszkolu, a nawet żłobku.

– My w takiej sytuacji staramy się sprawę zbadać. Jeśli nie jesteśmy w stanie, zgłaszamy to do organu nadzorującego lub do rzecznika praw dziecka. Czy to zjawisko masowe? Uważam, że nie ma to znaczenia, bo nawet jeśli jedno dziecko jest w skali roku źle potraktowane przez swojego opiekuna czy instytucję i dochodzi do przemocy instytucjonalnej, to jest to o jeden przypadek za dużo. To jest niedopuszczalne, skandaliczne i powinno bardzo mocno napiętnowane i rugowane z życia publicznego – dodaje.

Sprawy zamiatane pod dywan
Podobnie jak inni psychologowie i pedagodzy, Mirosława Kątna uważa, że kluczową rolę powinna odgrywać w przeciwdziałaniu takim sytuacjom szkoła.

 – Bo dyrekcja szkoły jest bezpośrednim zwierzchnikiem nauczyciela – dręczyciela. I przyjmowanie przez szkołę postawy, że to będzie rzutowało na opinię o placówce, że spadnie w rankingu, że będą kontrolę, jest niedopuszczalne. Dyrektor szkoły powinien każdą taką sprawę zbadać, robić to wspólnie z rodzicami, radą pedagogiczną, a jeśli sobie nie radzi to z organem prowadzącym lub kuratorem. Najgorszą reakcją jest albo brak reakcji, albo udawanie, że się nic nie stało – mówi.

Rozmówcy Prawo.pl nieoficjalnie mówią jednak, że ukrywanie tego typu spraw jest dość częste. – Moim zdaniem skala nie jest mała. Wiele takich zachowań w ogóle nie wychodzi poza szkołę. Rodzice, których dzieci zostały źle potraktowane przez nauczyciela mówią wprost – ani zgłaszanie się do dyrekcji, ani skarżenie się do kuratorium nic nie daje. Jedyne rozwiązanie to przeniesienie dziecka do innej szkoły – mówi jedna z adwokatek.

Eksperci dodają, że karta nauczyciela nie sprzyja  podejmowaniu wobec nauczycieli, którzy dopuścili się przemocy wobec dzieci, radykalnych środków.  – Obiektem pierwszoplanowym, najważniejszym powinno być dziecko, jego dobro, a nie dobro dorosłego i specyficzny kodeks pracy jakim jest Karta Nauczyciela. W praktyce z mojego doświadczenia wynika jednak, że nie zawsze się tak dzieje. Konieczna jest większa świadomość, że to instytucja, a szczególnie szkoła powinna chronić dobro dzieci. Rodzice powinni być partnerami, a nie petentami w takiej sytuacji – dodaje Kątna.

Problemem przyzwolenie rodziców
Wychowawczyni trzeciej klasy w jednej z podstawówek, nie mogąc poradzić sobie z dziećmi, wprowadziła grę: agent. Scenariusz początkowo brzmiał niewinnie – uczniowie mieli dzień po dniu zbierać punkty na wyjście do kina. Szczegóły – jak mówi serwisowi jedna z matek – były jednak porażające. 

– Nauczycielka przez cały dzień obserwowała wybrane dziecko z ukrycia. Na ostatniej lekcji wyciągała delikwenta na forum klasy i informowała czy zdobył czy nie zdobył  – na skutek nieodpowiedniego zachowania – punkty. Po kilku dniach dzieci nie chciały chodzić do szkoły, bały się i pani i reakcji rówieśników. Punkty można było stracić za wszystko – np. za zadanie pytania nauczycielce – dodaje.

I zaznacza, że początkowo pomysł nauczycielki był powszechnie akceptowany, bo rodzice uważali, że klasie potrzebna jest dyscyplina. Zbuntowało się zaledwie kilka osób.

 – Pamiętam jak niektórzy z nich przekonywali, że dziecko musi czuć twardą rękę i tacy jak my – zwolennicy bezstresowego wychowania – je psują – dodaje. Ostatecznie rodzice wymusili na nauczycielce zakończenie gry, grożąc jej kuratorium. – Kiedy większość dzieci zaczęła zgłaszać psychosomatyczne objawy, m.in. skarżyć się na ból brzucha, inni rodzice nas poparli – mówi.

Przyzwolenie rodziców – jak mówią psycholodzy – jest dość częste w takich sytuacjach. Niektórzy w ogóle nie chcą się mieszać w działania szkoły i nauczyciela, inni boją się konsekwencji dla dziecka. Niechętnie też stajemy w obronie innych dzieci, wychodząc z założenia, że to nie nasza sprawa. Jeszcze inni pamiętają swoje dzieciństwo – i sposób, w jaki byli traktowani przez nauczycieli. 

 – To jest kwestia nastawienia, podejścia, braku pewnej świadomości. Oczywiście wiele spraw nie jest zgłaszanych, bo boją się i dzieci, i rodzice. Ci ostatni obawiają się, że jeżeli sprawę zgłoszą, to albo dyrekcja zamiecie ją pod dywan, albo będzie to rzutować na dziecko. Jest to temat ewidentnie ukryty. To się też wpisuje w złą świadomość społeczną – schemat: ryby i dzieci i głosu nie mają. A skoro głosu nie mają, to jeśli próbują się bronić, można z pozycji siły im udowadniać, że są głąbami i jak się nie podoba, mogą zmienić szkołę zaznacza Kątna.

Trudniej uniknąć dyscyplinarki
Na problemy z nauczycielskimi dyscyplinarkami rzecznik praw dziecka wielokrotnie zwracał uwagę resortowi edukacji. Chodziło zwłaszcza o nadużywanie kar porządkowych przez dyrektorów szkół, którzy zamiast zgłaszać sprawę rzecznikowi dyscyplinarnemu stosowali art. 108 Kodeksu pracy. W takich przypadkach – nawet jeżeli postępowanie dyscyplinarne wszczynano – podlegało ono umorzeniu.

Od 1 września 2019 r. uniknięcie dyscyplinarki nie będzie już takie proste, wymierzenie kary porządkowej nie będzie tożsame z obowiązkowym zakończeniem postępowania dyscyplinarnego. Rzecznik praw dziecka będzie mógł natomiast w końcu wyegzekwować swoje uprawnienia. Karta Nauczyciela od 2016 r. zobowiązuje do zawiadamiania rzecznika o wszczęciu postępowania wyjaśniającego dotyczącego czynu naruszającego prawa i dobro dziecka. Daje też RPD prawo do zaskarżenia umorzenia postępowania dyscyplinarnego. Problem w tym, że przez niezbyt szybkie tempo zawiadamiania rzecznika o sprawach, to prawo było martwe, bo upływał termin przedawnienia odpowiedzialności dyscyplinarnej (trzy miesiące od powzięcia wiadomości o sprawie).

Jak punktował RPD, przez taką konstrukcję przepisów, odpowiedzialności unikali nauczyciele dopuszczający się bardzo poważnych czynów – skrajny przypadek to nękanie uczennicy SMS-ami o charakterze erotycznym. Sprawa zakończyła się umorzeniem postępowania, a rzecznik nie mógł interweniować, bo upłynęły terminy przedawnienia odpowiedzialności dyscyplinarnej. Po zmianach w Karcie Nauczyciela tak krótkiego terminu nie będzie już w sprawach, gdzie chodzi o naruszenie praw i dobra dziecka – przepisy o trzymiesięcznym terminie na wszczęcie postępowania nie będzie w takich przypadkach stosowane.

Obosieczny miecz
Obowiązująca od nowego roku szkolnego nowelizacja dodaje również przepis, który nakazuje dyrektorowi zawiadamianie o popełnieniu przez nauczyciela czynu naruszającego prawa i dobra dziecka, co – według pomysłodawców – ukróci proceder zamiatania spraw pod dywan. Przepisy nie zostały przyjęte z entuzjazmem przez środowisko nauczycielskie. Według związkowców uderzą w nauczycieli, bo doprowadzą do przesady w drugą stronę – rygorystyczne stosowanie przepisów sprawi, że do rzecznika dyscyplinarnego trafiać będą skargi na błahe uchybienia, jak drobne spóźnienie na lekcje.

Zaostrzenie przepisów nie jest też kompleksowym rozwiązaniem problemu stosowania przemocy przez nauczycieli. Jak mówi Prawo.pl, Małgorzata Nowak niezależna trenerka edukacyjna, publicystka oświatowa, nauczycielom potrzebna jest pomoc w rozwiązywaniu sytuacji konfliktowych.

– Już na studiach pedagogicznych powinny być warsztaty uczące radzenia sobie w trudnych sytuacjach, bo z takimi nauczyciel na pewno będzie się stykał podczas pracy w szkole. Praktyki młodego pedagoga kładą nacisk przede wszystkim na stronę metodyczną, a powinny też w większym stopniu pomagać w rozwijaniu kompetencji społecznych potrzebnych do pracy z uczniami – mówi Małgorzata Nowak. Dodaje też, że bardzo ważne dla nauczyciela i ucznia jest wsparcie dyrektora, który często przyjmuje na siebie rolę mediatora. Zdaniem Małgorzaty Nowak nie można jednak popadać w przesadę, a tą byłoby – jej zdaniem – wprowadzanie testów psychologicznych dla przyszłych nauczycieli. – Równie dobrze można byłoby wprowadzić takie testy przy większości zawodów, bo rzadko są takie, gdzie nie mamy kontaktu z ludźmi – tłumaczy.

– Szkoła wymaga od nauczyciela odpowiednich kwalifikacji, które nijak się mają do nauczycielskich kompetencji – w tym pracy z uczniami, którzy sprawiają kłopoty różnego typu. Jednocześnie przepisy oświatowe: art. 72a KN i rozporządzenia: w sprawie dofinansowania doskonalenia zawodowego nauczycieli oraz doskonalenia zawodowego wskazują na to, że szkoła powinna proponować nauczycielom te formy wsparcia, które skutecznie pozwolą im rozwiązać ich zawodowe problemy. Ergo, korzystanie z tych zapisów pozwoli dyrekcji „pozyskać” nauczycieli a nawet zapłacić z ich niezbędny rozwój w kwestii, w której sobie nie radzą – podkreśla Jarosław Kordziński.

Źródło: www.prawo.pl